Polska

Przemyśleń nieco o faszyzmie

We wstępie czuję się zobligowany do jednoznacznego zaznaczenia: faszyzm oraz wszystkie ruchy quasi faszystowskie (tj. nawiązującego do niego, wzorujące się nań, odznaczające się jego cechami) są przejawem barbarzyństwa, upadku intelektualnego oraz moralnego społeczeństw, a także – a może przede wszystkim – formą reakcji politycznej wymierzoną w ludzką wolność, równość oraz godność.

Zaznaczę od razu, że z pełną świadomością posługuję się w niniejszym eseju pewnym znaczącym uproszczeniem, będąc świadom niebezpieczeństw z tym związanych. Pojęcia faszyzmu używam zarówno wobec ruchów stricte faszystowskich, jak i w jakiś sposób nim inspirowanych, acz czasem oficjalnie odżegnujących się od niego, a określających się mianem „narodowych” lub radykalnie-narodowych” (np. ONR), „białych nacjonalistów”, alt-right etc. mówiąc inaczej, poprzez faszyzm rozumiem całą autorytarną i otwarcie zamordystyczną prawicę, której siła drzemie w reprodukowaniu uprzedzeń, odwoływaniu się do najniższych emocji i lęków, rasizmu, nacjonalizmu lub/oraz kultu państwa (sam faszyzm w rozumieniu włoskiego pierwowzoru w istocie był raczej kultem państwa, w którym rasizm i nacjonalizm nie były mocno zakorzenione). Naturalnie, zdaję sobie sprawę, że w ten sposób mogę pogłębić inflację polityczną wokół tego pojęcia, dalej je rozcieńczając, a tym samym osłabiając jego znaczenie. Niemniej uważam, że ów skrót myślowy jest uzasadniony na potrzeby niniejszego eseju.

(więcej…)

Reklamy

Pastoralizm, autorytaryzm, aborcja i Kościół

Obecnie obowiązujące restrykcyjne prawo dot. przerywania ciąży już samo w sobie podważa ludzką podmiotowość, zwłaszcza kobiecą, oraz prawo do samostanowienia. Tym samym bez cienia wątpliwości można je uznać za opresyjne i deprecjonujące ludzkie życie. Jednocześnie jednak tworzy ono pewną wyrwę w przewodzeniu Kościoła czy mówiąc nieco prościej: stanowi pewne pole dla bardzo ograniczonej autonomii ludzkiej. W przekonaniu Kościoła podważa to jego autorytet, a tym samym zagraża jego władzy, hegemonii ideologicznej oraz możliwości sprawowania nadzoru nad ludzkimi sumieniami i seksualnością. Ten autorytaryzm, wyrażany poprzez moralną hipokryzję, posiada swe źródło w chrześcijańskim modelu władzy pastoralnej, zgodnie z którym Kościół rości sobie tytuł Pasterza sprawującego opiekę nad owieczkami, prowadzonymi przez niego ku zbawieniu.

Dlatego stawiam tezę, iż nie jest to spór moralny oraz o ochronę życia – stanowi to jedynie pewną ideologiczną figurę, legitymizującą zainicjowane ostatnio przez prawicę i Kościół batalie – lecz jest to walka o umocnienie władzy zwierzchniej duchowieństwa. Mówiąc wprost: Kościołowi i jego sojusznikom idzie tu o hegemonię, o możliwość narzucenia własnej aksjologii, ideologii oraz szeroko rozumianych dyskursów jako niepodważalnych dogmatów – swoistych absolutów, a także o całkowitą kontrolę ludzkich sumień i seksualności oraz o źródła prawa publicznego w Polsce.

(więcej…)

Krótka historia przedwojennego SAC

Podobnie jak w większości państw, tak i w Szwecji powodów rozwoju rewolucyjnego syndykalizmu oraz anarchosyndykalizmu należy upatrywać głównie w niechęci wobec reformistycznej polityki socjaldemokratów. Zresztą podobnie jak w Niemczech, tak i w Szwecji tendencje rewolucyjno-syndykalistyczne oraz anarchosyndykalistyczne przejawiać zaczęły się w dołach partyjnych, a zwłaszcza zaś wśród młodzieżówki socjalistycznej („Młodzi Socjaliści”, SUP), którzy zaczęli preferować syndykalistyczne metody walki[1]. Oprócz „Młodych Socjalistów”, także działacze SAP (Szwedzkiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej) przysłużyli się powstaniu SAC (Sveriges Arbetares Centralorganisation). Niemniej to właśnie organ prasowy „Młodych Socjalistów”, „Brand” popularyzował idee strajku generalnego oraz stosowania akcji bezpośrednich jako podstawowych narzędzi walki[2].

Zwrócenie się „Młodych Socjalistów” oraz szeregu robotników w Szwecji ku anarchosyndykalizmowi, zbiegło się w czasie z głębokimi zmianami jakie zaszły w szwedzkim społeczeństwie, w tym przede wszystkim z przyspieszeniem procesu industrializacji oraz koncentracji kapitału, co znowuż zbiegło się z nastaniem kryzysu gospodarczego, który rozpoczął się około 1908 roku.

Do tej pory największa siłę związkową w Szwecji stanowiło  LO, czyli Szwedzka Konfederacja Związków Zawodowych, która w 1909 roku wezwała do strajków. W odpowiedzi SAF, czyli konfederacja pracodawców, ogłosiła blokady przedsiębiorstw. Co prawda żadna ze stron w zasadzie nie wyszła zwycięsko z tych walk, lecz jednak to świat pracy został znacznie bardziej osłabiony, aniżeli pracodawcy.

(więcej…)

Jak się robi propagandę ?

W ostatnich tygodniach pojawiło się wiele artykułów[1] na temat, jak media głównego nurtu [mainstream] uprawiają niczym gierkowską propagandę sukcesu, zaklinając rzeczywistość, próbując wmówić społeczeństwu, że jest „dobrze” a przynajmniej „lepiej” niż ono samo sądzi. Większość tych artykułów skupiała się jednak na demaskowaniu nie tyle co procesu czarowania rzeczywistości, lecz ukazaniu jak dalece media te „odrywają” się od rzeczywistości, jak mocno są zaangażowane w tworzenie nowomowy i propagandy oraz jaką rolę pełnią w zachowaniu społecznego status quo.

Moim zaś celem jest pokazanie w jaki sposób media to czynią, tzn. jakimi mechanizmami  i narzędziami się posługują oraz dlaczego to czynią. Piszę ten artykuł ze względu na dwa powody: (1) chęci ukazania, że uprawienie „propagandy sukcesu”, manipulowanie, posługiwanie się nowomową, czy zwykłe pomijanie pewnych informacji (co akurat – za E. Pietrzyk-Zieniewicz – również traktuje jako nowomowę) przez systemy medialne, nie jest „dziejową teorią spisku” (z resztą sformułowanie takiego zarzutu, właśnie tak brzmiącego jest efektem działań mediów i zabiegów językowych, bowiem taki zwrot niesie ze sobą jednoznacznie negatywne konotacje i zwalania adresata od konieczności dalszego rozwijania myśli – od razu ma wymiar delegitymizujący) lecz powszechną praktyką oraz (2), iż jest to system uniwersalny, funkcjonujący w każdym państwie, niezależnie od jego formalnoprawnej formy ustrojowej, czy też szerokości geograficznej.

(więcej…)

O kulturze (i poziomie?) wyzwaców Korwina

Krótko i na temat. Jeden z maili jaki dostałem o fana Korwina:

Na leczenie jest już pewnie za późno. Nie pomoże mi już nawet „obóz reedukacyjny” jaki najchętniej zafundowałby mi JKM.

Dlaczego jednak wrzucam screen tego maila (a trochę takich dostałem) ? Bo przyznam szczerze, że rozbawił mnie do rozpuku, przy okazji ukazując gorzką prawdę nie tylko o poziomie intelektualnym wyznawców JKM, lecz także prawdę o stopniu zaślepienia, fanatyzmu i oddania swemu „wodzowi”, „przywódcy” i „zbawcy”.

„Solidarność” a samorządność robotnicza i anarchizm

Zbliżają się obchody Sierpnia 1980 roku. Chyba nie w Polsce drugich tak pompatycznych, ckliwych i obłudnych obchodów jak te, które jak co roku nasze elity polityczne rytualnie odrąbią. Wygłoszą wiele pięknych przemówień, w których padnie wiele wzniosłych słów. Dodadzą, że dzięki tym wydarzeniom mamy w Polsce „wolność”, „demokrację” oraz „dobrobyt”. Podziękują związkowcom nie przyznając, że ich wykorzystali, wystawali i na koniec dali kopa w dupę.

Nie jest to jednak felieton o tym, że nie mamy w Polsce ani „wolności”, ani „demokracji”, ani tym bardziej „dobrobytu”. Nie będę także pisał o tym, że ideały „Solidarności” zostały „zdradzone”, a klasa robotnicza została okłamana, wmanewrowana i wykorzystana do restauracji wolnorynkowego kapitalizmu w miejsce „kapitalizmu państwowego”, co było odgórnie zaplanowane. Nie, nie o tym będę pisał.

Chciałbym za to skoncentrować się na zjawisku, które na początku lat 80-tych było dosyć szeroko omawiane w kręgach naukowych, po tym jak władze za pośrednictwem swoich oficjalnych tub propagandowych zaczęły krzyczeć o „anarchizacji życia społecznego” czy próbie wprowadzenia „anarchii” przez „Solidarność” (nawiasem mówiąc, również „S” krzyczała, że władze dążą do „anarchii”), oczywiście w pejoratywnym kontekście.

(więcej…)

Krzyż im na drogę

Przyznam szczerze, że początkowo nie doceniłem całej tej „wojny o krzyż” traktując to zjawisko jako coś charakterystycznego dla letniego „sezonu ogórkowego”, konfliktu pozorowanego odwracającego uwagę od spraw naprawdę ważnych, pop-polityki czy nawet jako element polskiego „backleshu” (odsyłam do pracy T. Franka – „Co z tym Kansas”) co łączy się niejako z wcześniej wymienionym konfliktem pozorowanym.

Minęły jednak tygodnie a „sprawa” nadal nie ucichła. Mało tego, fundamentaliści katoliccy i (podobno apolityczny, który przejęty jest „nieprawidłowościami” w śledztwie dotyczącym „drugiej zbrodni smoleńskiej”) „Ruch 10 kwietnia” przy wsparciu PiS nadal nie dają za wygraną i bronią krzyża niczym konstytucji. Nabrało to wręcz groteskowego charakteru, krzyża nie można ruszyć bo to… krzyż i trzeba mieć do niego szacunek, wyłącznie z jednego powodu – bo to krzyż (oczywiście zwalnia to drugą, tę broniącą stronę, z szacunku wobec innych wyznań, grup, opinii pozwalając im wyzywać czy traktować gazem łzawiącym innych ludzi). Po prostu wszyscy mają ukazywać mu szacunek bo to krzyż. Nie wolno powiedzieć na głos „precz z krzyżem” bo to krzyż. Krzyż stał się wartością samą w sobie bo jest krzyżem.

(więcej…)