[Szkic] O zachowaniu status quo

H. Marcuse

H. Marcuse

Herbert Marcuse we wstępie do swego „Człowieka jednowymiarowego” zadaje dosyć istotne pytanie, które brzmi następująco: „czy groźba katastrofy atomowej, która może zgładzić rodzaj ludzki, nie służy zarazem ochronie tych samych sił, które uwieczniają to niebezpieczeństwo?”[1].

Pierwsza nasza myśl wiąże się z pytaniem o to, co to może mieć wspólnego z czasami rzeczywistymi. Lecz to właśnie „strach” i poczucie „zagrożenia” stanowią esencję funkcjonowania wszystkich mechanizmów władzy (politycznej i ekonomicznej), zmierzających do utrwalenia własnej pozycji i roli.

Jako anarchiści mówimy stale, że państwo opiera się na władzy, przymusie i przemocy, tworząc w ten sposób własną etykę przemocy. W rzeczywistości jednak, co już spostrzegł pod koniec lat 60-tych XIX wieku Michał Bakunin, współczesne nam państwa bardzo rzadko wykorzystują tę przemoc bezpośrednio. Skuteczniejszy jest strach przed nią.

Czasy się jednak zmieniły. Państwa są formalnie „demokratyczne”. Przemoc, brutalność, terror, muszą gdzieś zejść na bok w oficjalnej polityce. Nie oznacza to naturalnie, że państwo zaprzestaje ich stosowania. One jedynie znikają z pola widzenia społeczeństwa. Z resztą na ich miejsce pojawiły się nowe „strachy”, znacznie skuteczniejsze, w pewnych okolicznościach rzecz jasna.

Zamiast strachu przed przemocą państwa, mamy współcześnie strach przed terroryzmem, wojnami obcymi, katastrofami ekologicznymi, bezrobociem, biedą, wykluczeniem, itd. Mówiąc inaczej. Państwo może istnieć tylko i wyłącznie dzięki stałemu poczuciu zagrożenia i strachu. Tym właśnie strachem, nawet przed własnym cieniem, objawia się tyrania XXI wieku, szumnie i na wyrost nazywana mianem „demokracji”.

To jednak mało. Przewrotność tego systemu obawia się tym, iż w gruncie rzeczy, owe „zagrożenia”, owy „strach” są efektem współdziałania sił państwowych i kapitału. Obawiamy się zamachów terrorystycznych ze strony „islamskich radykałów”, których przecież wykreował anglosaski imperializm, będący odpowiedzią na konieczność zwiększania akumulacji kapitału przez możnych tego świata. Obawiamy się katastrof ekologicznych, ale czy one – jak i całe zanieczyszczenie środowiska – nie są efektem działania sił kapitału i państwa, które czyniły wszystko by zwiększyć akumulację kapitału ? Obawiamy się biedy i bezrobocia, będących przecież integralną częścią kapitalizmu i wpisanymi w zasady jego funkcjonowania. Obawiamy się obecnych z przyczyn ekonomicznych, co jest efektem funkcjonowania kapitału (obcy=tańsza siła robocza) lub z przyczyn „narodowych”, co jest znowu efektem istnienia państwa i wytworzenia przez niego, mówiąc terminologią C. Schmitta, homogeniczności narodowej, czyli sztucznych podziałów kulturowych i narodowych.  Czy wojny nie są efektem odwiecznej rywalizacji pomiędzy państwami i wpisanymi w ich naturę, o czym przekonywał nas Bakunin a za nim Chomsky ? Albo mówiąc już językiem psychologii, czy „chciwość i pokój [nie] wykluczają się wzajemnie”[2]?

W tym momencie wracamy do punktu wyjścia i pytania zadanego przez Marcusa. Cytując Żiżka, możemy odpowiedzieć na nie – na „modłę protoheglowską, zewnętrzna groźba, z którą walczy wspólnota [czyli państwo i kapitalizm], okazuje się samą istotą wspólnoty.”[3] Mówiąc po polsku. Państwo i kapitalizm same tworzą zagrożenia, które konsolidują wokół nich masy. Genialne i proste. W obliczu tego zagrożenia, wzmacniana jest władza państwa i kapitału. Dlatego po zamachach z 11.09, G.W. Bush zaapelował „kupujcie”, obniżył podatki dla najbogatszych, dał więcej praw korporacjom, ograniczył prawa pracownicze i przepisy BHP oraz zwiększył budżet wojskowy. Zyskał na to przyzwolenie społeczne, bo przecież to wszystko było dla „naszego bezpieczeństwa”.

Czy jest to coś nowego, coś co by nas mogło zadziwić, zaszokować ? Czym jest właściwie „władza” ? Nie jest to przecież to jakieś abstrakcyjne pojęcie. Wręcz przeciwnie. Odpowiedź na nie jest wręcz banalna. Władza to „zespół mechanizmów i procedur, których rola, funkcja, czy zadanie polegają właśnie na utwierdzaniu władzy”[4]. Innymi słowy – wszystkie działania władzy zmierzają do jej umocnienia.

To właśnie z tego powodu, udajemy że przeciwdziałamy owym zagrożeniom, nie szukając zasadniczo ich przyczyn, gdyż one wzmacniają władzę. Im mocniej utrwalą się owe niebezpieczeństwa, tym mocniej, rozszerza się panowanie elit politycznych i ekonomicznych. Dlatego też „szary” Kowalski, nie widzi powodów źródeł tego strachu, bo jego źródła są w oficjalnej polityce państwa i kapitału „niezidentyfikowane” lub „nieujawnione”.

Zobrazujmy to sobie takim przykładem: czy BP przyzna się, że u podłoża ostatniej katastrofy w Zatoce Meksykańskiej nie leżał wcale zwykły błąd, tylko założenie systemowe, nakazujące im coraz więcej akumulować, by nie zostać wypartym, wchłoniętym czy zniszczonym przez inny koncern, który akumuluje lepiej ? Czy innymi słowy, kapitał przyzna, że konkurencja w istocie nie jest zjawiskiem pozytywnym, i że tak naprawdę kapitaliści są zakładnikami owej konkurencji, poprzez którą są zmuszeni do coraz większej akumulacji pod groźbą odpadnięcia z „gry” ?

Wracając jednak do zagadnienia „władzy” to malkontenci i państwowcy zaraz powiedzą, że państwo się przecież zdemokratyzowało. Zmniejszyło zakres swego nadzoru, kontroli oraz władzy. Dzisiaj nie stosuje już masowego terroru i mamy przecież coś takiego jako „prawa polityczne, socjalne i społeczne” a także różnego rodzaju wolności.

Tak wszystko jest teoretycznie prawdą. Jednak jest to pozorne. Z kilku przyczyn. Istnieją znacznie bardziej skuteczne metody panowania i władania, niż ograniczanie „suwerenności narodowej”. Owszem istnieją „prawa” i istnieją „swobody”, lecz coraz częściej tracą one jakiekolwiek znaczenie. Bowiem jak to słusznie zauważył Marcuse, „niezależność myśli, autonomia i prawo do opozycji politycznej są pozbawione swej podstawowej krytycznej funkcji w społeczeństwie”[5]. Czyli mówiąc wprost – pozbawione zostało one szerszej treści. Państwo i kapitał w celu własnej obrony i ekspansji narzuca własne „ekonomiczne i polityczne wymagania na czas pracy i czas wolny, na kulturę materialną i intelektualną”[6]. Tworzą się więc, mówiąc językiem M. Foucault’a, „dyskursy”, które skuteczniej zapobiegają powstaniu prawdziwej opozycji wobec rozwiązań systemowych.

„Dyskursy” obejmują niemal każdą dziedzinę naszego życia. Widać to doskonale na przykładzie „seksu”, który poddawany jest niezliczonym dyskursom. W pewnym etapie historycznym stał się on wręcz głównym celem władzy, która przestała się opierać na „śmierci”, lecz na „życiu”, a raczej jego nadzorze od kołyski aż po grób.

Ta – jak to określa Foucault – „biowładza” zapewniła przetrwanie kapitalistycznych stosunków produkcji, regulując procesy ekonomiczne, determinując segregację i hierarchizację społeczną, gwarantując „hegemonię” klasom uprzywilejowanym. Owa „hegemonia” jest bardzo istotna. Szerzej to pojęcie rozwinęli A. Gramsci oraz G. Luckas, którzy widzieli jeden z elementów panowania burżuazji właśnie w ich hegemonii kultowej, możliwości narzucenia przez nich ich systemu wartości, ich kultury i celów.

Mówimy, że posiadamy „prawa polityczne”. Spójrzmy w związku z tym na to co się stało z iluzją „reformizmu”, „parlamentarnego dochodzenia do socjalizmu” i zaniku wszelkich różnic pomiędzy głównymi siłami, które prowadzą identyczną politykę. Oczywiście zagadnienie to powinniśmy podzielić na dwa etapy, i tak też uczynię. Spójrzmy najpierw na parlamentaryzm do lat 20/30-tych XX wieku, potem na ten współczesny. Za przykład posłuży nam niemieckie SPD, partia, które jeszcze w momencie tworzenia rządu opowiadała się przejściem do socjalizmu.

SPD, bez wątpienia była największą siłą socjalistyczną w II Rzeszy, która wierzyła, że drogą parlamentaryzmu da się zbudować socjalizm. Na utopijność tego myślenia wskazywała i R. Luksemburg, W. Lenin czy nasz P. Kropotkin, który słusznie zauważył, iż niemiecka socjaldemokracja stała się partią reakcyjną.

Stało się z nią to co przewidywał Michał Bakunin. Siła ta wchodząc w struktury systemu, stała się jego integralną częścią. Jej członkowie weszli w skład elity politycznej. Chcąc utrzymać ten stan, nawet jeszcze marząc o budowie socjalizmu, przyjęli rolę kontrrewolucyjnej siły. Mówiąc bardziej obrazowo i dosadnie, SPD akceptując zasady systemu burżuazyjnego, stało się jego integralną częścią zmierzającą do jego zakonserwowania, utrwalenia. Zostało wpisane, w zapisaną logikę tego systemu.

Stąd też bardzo trafnie spostrzegł to zjawisko G. Lukacs (który często nazywany bywa jedynym myślicielem stalinowskim) w „Historii i świadomości klasowej”, pisząc że pragnąć wyzwolenia musimy przestać myśleć w kategoriach narzuconych nam przez ten system bo od razu staniemy na przegranej pozycji. W zasadzie nie było to nic odkrywczego. Podobnie stawiał sprawę P. Kropotkin, przekonując w „Wielkiej Rewolucji Francuskiej” o konieczności sformułowania pozytywnego programu politycznego dla ruchu anarchistycznego, bo w przeciwnym razie masy będą błądzić i nie będą potrafiły myśleć o zburzeniu istniejącego ładu.

Wracając jednak do zagadnienia parlamentaryzmu, to od tamtych czasów dużo się zmieniło. Przede wszystkim zmienił się stosunek siły na linii państwo-kapitał. O ile w XIX i początkach XX wieku, to władza polityczna zachowywała pozycję silniejszą. To niejako dzięki jej działaniom doszło do gigantycznej akumulacji kapitału, to dzięki państwu narzucone zostały rozwiązania (mniej lub bardziej) rynkowe, to państwo dobrowolnie (będąc oczywiście w bliskiej komitywie z klasami posiadającymi) oddawało część swoich kompetencji kapitalistom.

Współcześnie to władza ekonomiczna jest silniejsza, to od niej państwo jest zależne. To sprowadziło rolę państwa do roli „okręgu policyjnego” chroniącego wyłącznie stabilności systemu (oczywiście, państwo zawsze ochraniało kapitał i mu służyło, lecz w XIX wieku czyniło to dobrowolnie, z własnej woli, dzisiaj jest do tego zmuszone, stając się zakładnikiem ponadnarodowego kapitału). Tak więc to od kapitału stał się zależny parlament, elity polityczne i władza ekonomiczna poszczególnych państw.

By wejść do systemu i utrzymać się w nim, trzeba więc zyskać poparcie kapitału. To z kolei prowadzi do pewnej licytacji pomiędzy częściami elit politycznych, której efektem jest to kto lepiej podpasuje kapitałowi. Oczywiście nierozłączną tego konsekwencją jest ujednolicanie się głównych sił politycznych, dotknęło to nawet partie, które nazywały się mianem „komunistycznych”.

To właśnie z tego powodu w Polsce od ponad 20 lat realizowana jest jedna linia polityczna. Tym bardziej powinny nas bawić pozorowane i jałowe konflikty pomiędzy głównymi partiami politycznymi. Są to jedynie frakcje w obrębie elity politycznej, bardzo sprawnie wyselekcjonowanej przez kapitał (chociażby poprzez wsparcie bądź nie danej opcji). To właśnie owy „pozorowany” konflikt i rywalizacji pomiędzy tymi siłami, może stanowić przykład najbardziej doskonałego „dyskursu” wykreowanego odgórnie, uniemożliwiającego skuteczne wyjście poza obręb systemu.


[1] Herbert Marcuse – „Człowiek jednowymiarowy”, PWN, Warszawa 1991, s. 3

[2] Erich From – „Mieć czy być”, Dom wydawniczy Rebis, Poznań 2010, s.

[3] Slavoj Ziżek – „Przemoc. Sześć spojrzeń z ukosa”, Warszawskie wydawnictwo Muza SA, Warszawa 2010, s. 30

[4] Michel Foucault – „Bezpieczeństwo, terytorium, populacja”, PWN, Warszawa 2010, s. 24

[5] Herbert Marcuse – „Człowiek jednowymiarowy”, PWN, Warszawa 1991, s. 18

[6] Tamże, s. 19

Powyższy artykuł miał być częścią większej pracy, lecz z powodu braku czasu i chęci na dokończenie, przedstawiam fragmenty. Może kogoś to zainteresuje.
Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s