Mity komercjalizacji

W końcu maja 2005 roku, Noam Chomsky w felietonie „Opieka socjalna nie jest w kryzysie” wskazywał czytelnikom na zagrożenia czyhające ze strony neoliberalnego Prezydenta Busha, który tworząc (nieprawdziwy) obraz kryzysu fiskalnego dążył do demontażu (i tak wyjątkowo skromnego) systemu pomocy socjalnej w USA, w tym oczywiście resztek publicznej służby zdrowia.

Cztery lata później, w zupełnie innym regionie świata i w zupełnie odmiennym obrębie kulturowym, mamy do czynienia z niemal identyczną sytuacją. (neo)Liberalne rządy, także dążą do ograniczenia ochrony socjalnej oraz przede wszystkim do demontażu publicznej służby zdrowia, nazywając to zręcznie „komercjalizacją”.

Oficjalnie mówi się, że ma to uratować nasze szpitale oraz tym samym równy dostęp do służby zdrowia. Nie jest to prawda, w dłuższej perspektywie może ona ograniczać dostęp do służby zdrowia. Nie dość, iż komercjalizacja jest prostą drogą (zaproszeniem) do prywatyzacji służby zdrowia, to nawet zwyczajne przekształcenie placówek zdrowotnych w spółki non-profit z głównym udziałem samorządów nie poprawi sytuacji. A może ją tylko zepsuć.

„Z pustego nawet Salomon nie przeleje”

Trudno jest liczyć na poprawę sytuacji w służbie zdrowia bez zwiększenia funduszy przeznaczonych na nią. Śmiechem na sali jest przeznaczanie niecałego 6% rocznego PKB na opiekę zdrowotną. Także sama składka zdrowotna, która wynosi raptem 9% nie jest w stanie zmienić tragicznej sytuacji. Ponadto, wpłynie z niej w tym roku znacznie mniej niż w zeszłym (z powodu kryzysu).

W takim więc razie przesunięcie zagadnienia służby zdrowia na samorządy terytorialne, które już obecnie finansowo ledwie dyszą, pogłębi tylko problem. Szpitale, wraz z długami, będą obciążać samorządy terytorialne, które po pewnym czasie albo będą te placówki zamykać, albo prywatyzować a w najlepszym razie ciąć na wszystkim na czym się da.

W każdym jednak z tych wypadków dojdzie do ograniczenia dostępu służby zdrowia oraz pozbawienia tysięcy ludzi pomocy lekarskiej. To ma być idea powszechnego dostępu do służby zdrowia ??? Tak jakby zapomniano prostą zasadę: chory = pacjent i każdy człowiek powinien mieć zapewniony powszechny i równy dostęp do służby zdrowia.

Prywatyzacja tylko pogłębi trudności, albowiem zasadniczo prywatne systemy zdrowotne nie dość, że ograniczają dostęp do służby zdrowia, to są po prostu znacznie mniej wydolne i droższe od systemów publicznych.
Najłatwiej jest to zobrazować na przykładzie USA, w którym koszty per capita usług medycznych są z jedne z najdroższych na świecie a przy tym jakość tych usług jest jedna z najniższych na świecie.
Samo utrzymanie administracji jest znacznie droższe niż w szpitalach publicznych a koszty leczenie droższe ze względu na brak „efektu piramidy”. Oczywiście abstrahowałem już tutaj od kwestii ubezpieczeń zdrowotnych oraz ich wysokich kosztów, przez co ponad 40 mln Amerykanów nie ma dostępu do służby zdrowia.

Bardzo często zwolennicy „komercjalizacji” mówią o tym, że decentralizacja NFZ oraz przekształcenie szpitali w spółki, zmniejszy marnotrawstwo pieniędzy. Jest to oczywiście fałszywy argument, który powoduje szukanie tychże dziur i cięcia w kosztach, tam gdzie ciąć się nie powinno obniżając ogólny poziom szpitali w Polsce.

Jeżeli politycy chcą zmniejszać koszta, to niech zadbają o profilaktykę zdrowotną a nie rozkładają ręce, starając się zrzucić odpowiedzialność za służbę zdrowia na nie wiadomo do końca kogo.
Kolejnym mitem, może jeszcze większym i znacznie gorszym w skutkach jest przeświadczenie, że komercjalizacja doprowadzi do “zdrowej” konkurencji pomiędzy placówkami medycznymi oraz nastąpi “uzdrowienie” ich sytuacji finansowej.

Apologeci tych teorii zdają się jednak zapominać, że szpital nie jest przedsiębiorstwem. Jego zasadniczym celem jest służba społeczeństwu a nie przynoszenie zysków i są takie placówki, dziedziny, które nie mogą przynosić żadnych zysków – liberałowie muszą się z tym pogodzić. Takie stawienie spraw jest nie tylko nie etyczne, ale również nie realistyczne i szkodliwe dla pacjentów.

Takie stawianie sprawy zwiększa tylko dysproporcje w dostępie do służby zdrowia. Szpitale, w których ulokowała się menadżerska kadra dyrektorska tnie po wszystkim co się da, oczywiście ze szkodą dla pacjenta, nie są wykonywane bardziej specjalistyczne (a więc droższe) zabiegi czy badania. Natomiast osoba zamożna i tak pójdzie sobie do szpitala prywatnego.

Mitem jest także, że konkurencyjność poprawi jakość świadczonych usług medycznych. W tym wypadku warto wspomnieć raz jeszcze: szpitale nie są przedsiębiorstwami i są one poddawane innym regułom. W tym wypadku konkurencyjność może prowadzić do najbardziej patologicznych zjawisk; zwiększenie kosztów obsługi systemu, maksymalne cięcia na pacjentach, lekach, badaniach. Jest to na wskroś niebezpieczne i korupcjogenne.

To nie jest sektor, w którym nawet teoretyczne dogmaty o konkurencyjności mogą się sprawdzić, pacjent często nie wyboru innej placówki – chce ratować życie lub zdrowie.
Co rzucić się nam powinno w oczy, niestety do debaty dotyczącej reformy służby zdrowia nie zaproszono ani lekarzy, ani pacjentów. Być może wtedy zarówno mainstreamowe media jak i politycy, nie zapomnieliby, że szpital to nie przedsiębiorstwo, nie zapomnieliby że każdy człowiek ma prawo do równej i powszechnej opieki zdrowotnej i każdemu należy się pomoc.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s