15 lat temu…

15 lat temu rząd Hanny Suchockiej podpisał Konkordat (ratyfikowany w 1998 roku), który stanowił podstawę „unormowania” w stosunkach pomiędzy państwem a Kościołem. Nie od dziś wiadomo, że Konkordat postawił, już na papierze, Kościół Katolicki na uprzywilejowanej pozycji względem państwa i innych wyznań czy religii. W dodatku jak pokazuje nam praktyka – nie jest on przestrzegany przez stronę Kościelną, która wykracza daleko poza ramy które dał jej ów dokument i dowolnie go interpretuje. 

Nade wszystko nie został zachowany podstawowy zapis Konkordatu – sekularyzacja państwa od Kościoła. Gdy jednak pojawiają się jakieś głosy dotyczącego przestrzegania tego dokumentu, egzekwowania wszystkich zapisów (a nie tylko tych na korzyść Kościoła Katolickiego), jego rewizji lub nawet zerwania – politycy czy generalnie „ludzie”, prawicy rozpoczynają wielką ofensywę, jakby ktoś naruszył ich świętość. Oczywiście „ofensywa” ta nie sprowadza się do merytorycznej dyskusji, czy przekonania do swoich racji, ale najczęściej do prób zagłuszenia, zakrzyczenia – nie szczędząc przy tym wyzwisk czy porównań do „wariatów” bądź „szaleńców”.  

Podobny los spotkał niedawno, nowego przewodniczącego SLD, G. Napieralskiego, który coś tam przebąkiwał o słuszności postulatu zerwania Konkordatu. Dodał potem sobie do tego wielką oprawę i umieścił to jako punkt programu SLD. Nie trzeba było długo czekać na reakcję prawicy i „wolnych oraz obiektywnych światopoglądowo” mediów na miarę TVP, TVN czy Polsatu.  

Nikt chyba nie zadał sobie wystarczająco dużo trudu, by zauważyć iż Napieralski nie miał prawdopodobnie na myśli zerwania Konkordatu a raczej rewizji jego postanowień by rozpocząć dyskusję nad świeckością naszego państwa oraz nad zmniejszeniem udziału Kościoła Katolickiego w życiu politycznych czy społecznym.

Ilu Polaków popiera życie w teokracji ? Zaczynamy powoli przypominać Iran. KK dominuje w każdej dziedzinie życia. Bez większych oporów duchowni miesza się do polityki – w czym sami politycy im pomagają, jeżdżąc cyklicznie na prywatne wizytacje do biskupów i innych „czarnych zmor” by radzić się u nich w sprawach państwa (sic!). Mało tego, Kościół nie cofa się przed popieraniem swoich sił politycznych. 

W dzisiejszej rzeczywistości, niemal każda sprawa, zmiana musi zyskać aprobatę Kościoła. Nie ma już nawet wydania „Faktów”, „Wiadomości” czy „Wydarzeń” by głosu nie zabrał Ksiądz. Ta grupa dominuje w każdej dziedzinie życia i sądzi (słusznie), że jej głos jest decydujący.

Służalcza polityka wobec Kościoła prowadzi do sytuacji w której nie szanuje się praw, głosu, woli mniejszości – mniejszości prawosławnej, protestanckiej, islamskiej, żydowskiej aż w końcu ateistów. Te grupy zaczynają być wykluczane z życia społecznego czy politycznego. Państwo ich nie chroni a Kościół atakuje. 

Państwo musi zostać neutralne światopoglądowe, nie może faworyzować (tzn. prowadzić do dominacji) jednego Kościoła, nie może narzucać na siłę wyznania (co obecnie czyni, np. poprzez lekcje religii, które zostały wprowadzone tylnymi drzwiami – nie legalnie) w ten sposób dyskryminując. Wbrew obiegowym opiniom nie jesteśmy społeczeństwem jednolitym pod względem wiary – Katolików w Polsce oficjalnie jest 95%, realnie 80%  (z czego i tak połowa uważa się za „wierzących, ale nie praktykujących” i nie zna zasad wyznania). Mamy 600 tys Prawosławnych, 100 tys protestantów i całą rzeszę ateistów i agnostyków. Co z ich prawami, dlaczego są one szargane – np. poprzez wliczanie oceny z religii (tej jednej słusznej) do świadectwa ? Dlaczego prawosławne dzieciaki uczęszczające na swoje katechezy nie mogą liczyć na wpis do średniej ? Jest to próba wymuszenia na rodzicach, by Ci posyłali swoje dzieci na lekcji religii w szkołach (to znaczy lekcje z katolicyzmu).

Jakakolwiek próba zmiany tej sytuacji jest odbierana przez KK jako atak na majestat i siebie samego. Nie tak dawno Joanna Senyszyn zaproponowała wprowadzenie podatku kościelnego, który byłby najlepszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji. Kościół zwyzywał ją od wariatek… tak być dłużej nie może.

Jak już jesteśmy przy pieniądzach to zastanówmy się, dlaczego Państwo płaci KK ponad 5 mld złotych rocznie daniny ! ! ! 5 mld ! Za te pieniądze można uratować służbę zdrowia, naprawić drogi, dofinansować szkolnictwo. Z całą pewnością rozsądniej je przeznaczyć. Państwo woli dać je Kościołowi i dodatkowo finansować budowę kościołów. 

Powód ? Obecnie bliżej nie znany. Lata (świetlne) temu tłumaczono to „zapisem o rekompensacie za zabrane mienie KK”. No dobra, można zastanawiać się nad zabranym mieniem i słusznością zadośćuczynienia (wg mnie nie powinno być w ogóle o tym mowy. Państwo przejęło ogromne połacie ziemskie i je rozparcelowało w ramach reformy rolnej. Przejęło zabytki i odrestaurowało). To już dawno Kościół odzyskał, z nawiązką, swoje straty. W dodatku jest zwolniony z podatków, posiada tysiące przedsiębiorstw i rzeszę baranów, upsss wiernych, którzy regularnie przekazują mu ogromne sumy swoich dochodów, często ledwo wiążąc koniec z końcem. Ale to jest ważniejsze, bo jak Ksiądz nagada z ambony, że nie dałeś/aś to społeczność wykluczy Ciebie i zepchnie na margines.

Nie jestem wojującym ateistą. Szanuję wiarę i wybór ludzi. religia to prywatna sprawa każdego człowieka, dlatego państwo musi być neutralne światopoglądowo by w końcu wyrwało się z mentalnego poziomu XIX wieku.

Advertisements

5 comments

  1. Ilustracja wpisu niewątpliwie zachęca do merytorycznej dyskusji i potwierdza deklarację o niewojującym ateizmie autora, zaś określenie wiernych – członków Kościoła mianem baranów jest zapewne przejawem deklarowanego szacunku dla „wiary i wyboru ludzi”.

  2. A czy ja gdzieś napisałem, że bycie nie wojującym ateistą oznacza nie nazywanie „baranami” wiernych ? Takie jest moje zdanie i tyle. Nie oznacza to jednak, że mam z nimi walczyć – to ich sprawa, że chodzą do Kościoła i płacą dziesięcinę Kościołowi – szanuję (pod warunkiem że czynią to świadomie, z rzeczywistych pobudek) to i toleruję. Nie oznacza to jednak, że mam być daleki od ich oceniania.

    A zdjęcie no cóż 😉 – wbrew temu co sądzisz powinno, może nie zachęcić do merytorycznej dyskusji, ale to pewnej refleksji nad samą instytucją KK, w szczególności jego dwuznacznej przeszłości i dwuznacznego stanowiska podczas II WŚ we Włoszech, Serbii, Chorwacji, Słowacji i oczywiście w III Rzeszy.

  3. drabina>A czy ja gdzieś napisałem, że bycie nie wojującym ateistą oznacza nie nazywanie “baranami” wiernych ?

    Nigdzie, ale wojujący ateizm to właśnie taka konfrontacyjna postawa. Gdybyś np. palił kościoły czy napadał na katolików to byłbyś po prostu zwykłym bandytą a nie wojującym ateistą.

    drabina>ale to pewnej refleksji nad samą instytucją KK

    Klasyczne odwracanie kota ogonem. Pisałeś o konkordacie i stosunkach państwo – Kościół w RP. Ilustracja nijak się ma do tekstu.

    drabina>to ich sprawa, że chodzą do Kościoła i płacą dziesięcinę Kościołowi – szanuję

    Nie szanujesz. Nie wmawiaj mi, że określenie kogoś mianem barana to przejaw szacunku.:)))
    Gdybym ja powiedział „X to głupi chuj” oczywiste byłoby, że go nie szanuję a już absolutnym nieporozumieniem byłoby twierdzenie: „Tak szanuję go ale mam prawo do oceny i oceniam go jako głupiego chuja”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s