Repozytoria a Mac os X

Jednym z najczęściej powielanych mitów w świecie oprogramowania jest argument „prostoty” czy „łatwości instalacji” dodatkowych programów w MS Windows czy Mac os X. Jest to jedna z największych bzdur jaką można usłyszeć. Zresztą najczęściej takie „argumenty” padają z ust, czy rąk osób które w życiu nie widziały na oczy Linuxa.

Bo czy może być coś prostszego niż odhaczenie w menadżerze pakietów dowolnej liczby programów, która ma zostać zainstalowana ? Pakiety zostaną pobrane i zainstalowane za jednym razem. Jest to najbardziej wygodne i najszybsze rozwiązanie jakie tylko może być. Można zainstalować wszystko od ręki.

W dodatku nie trzeba spędzać wielu godzin na ręcznym wyszukiwaniu interesujących nas programów (oczywiście wbrew temu co deklarują windowsmaniacy, nie jest to wcale takie proste – orientacyjnie należy wiedzieć jakiego programu się szuka), ściągnięciu ich i zainstalowania ich wszystkich oddzielnie przedzierając się przez niezliczoną ilość kliknięć myszką na „next”. W menadżerze pakietów wystarczy wiedzieć do czego program ma służyć, w zamian dostaniemy ich listę z opisem.

Kiedyś zrobiłem prosty test dotyczący tego ile czasu zajmuje mi dostosowanie do własnych potrzeb Kubuntu 7.04 oraz Windows Vista. Pomijając już kwestię, że w przypadku Kubuntu, otrzymałem z „pudełka” większość niezbędnych aplikacji jak pakiet biurowy, programy do odtwarzania muzyki (AmaroK), video (Kaffeine) czy komunikator internetowy (Kopete).
To łącznie pobranie i zainstalowanie wszystkie zajęło mi na Linuxie około 10 minut (Azureus, Firefox, kodeki, gstreamer, smplayer, kadu, gimp, sterowniki do kart nvidia…), na Windows ponad 3 godziny (OpenOffice, antywirus, czyszczenie rejestru, optymalizacja, firefox, kodeki, komunikator, sterowniki, firewall, gimp, smplayer, foobar…). Jak to się

dzieje ? To zasługa repozytoriów oraz programów do zarządzania pakietami, które w dodatku dbają o stałą aktualizację oprogramowania.Wszystko ogranicza się do kilku kliknięć a nie do aktualizowania każdej aplikacji oddzielnie jak ma to miejsce w MS Windows.

Podobny problem dotyczy Mac os X. Oczywiście instalacja jest znacznie prostsza niż w przypadku Windows, albowiem najczęściej ogranicza się ona tylko do „zamontowania” programu i przeniesienia go do folderu „programy”.Niestety, podobnie jak w przypadku MS Windows, wszystkiego należy wyszukać samemu. Skoro jednak Mac jest Unixem, to dlaczego ma nie mieć repozytoriów ? Dlaczego całego wolnego i darmowego oprogramowania nie dałoby się ściągnąć poprzez taki „macowski” synaptic ?

Ułatwiłoby to zarządzane oprogramowaniem, jego usunięcie, aktualizowanie a tym samym bezpieczeństwo systemu. Ponadto, ułatwiłoby to bez wątpienia życie początkującym użytkownikom Mac’a.

Poniekąd moje pragnienia zostały spełnione. Od jakiegoś czasu rozwija się program; „FreewarePub KidiFree”, którego można porównać – z dużym przymrożeniem oka do linuksowych repozytoriów. Jego celem jest przede wszystkim stworzenie listy i umożliwienie szybkiego pobrania darmowych programów dla Max os X w różnych kategoriach (games, bideos, images, etc.). Oczywiście nie zastąpi ten program repozytoriów, nie dba on o aktualizacje ani o bezpieczeństwo. Nie zmienia to jednak faktu, że dla początkujących użytkowników Mac os X, może okazać się wielce przydatny.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s