POstępujący neoliberalizm | cz1
„Jak brednie zwojowały świat”1 nosi tytuł jedna z bardziej znanych publikacji F. Wheena. Autor zastanawia się min. nad tym jak to się stało, że neoliberalne brednie oraz dogmaty stały się dominującym nurtem polityki ostatnich 30 lat. A jak to się stało w Polsce, że neoliberalizm zatriumfował ?
Syndykalizm – mity i rzeczywistość
Poniższy artykuł jest moim tłumaczeniem artykułu „Syndicalism in Myth and Reality” autorstwa L. Gambone umieszczonego na stronie internetowej: Anarcho-Syndycalism 101.
Mity wokół syndykalizmu
Większość profesorów akademickich powie wam, iż syndykalizm umarł jeszcze przed Pierwszą Wojną Światową. Znane są również głosy, które mówią, iż rewolucyjny charakter syndykalizmu skończył się przed 1910 rokiem (jakby nie było rewolucji w Argentynie czy Hiszpanii w 1936 ?). Inni powiedzą wam, że jego era zakończyła się wraz ze zwycięstwem Franco w Wojnie Domowej w Hiszpanii a jeszcze inni, iż był to ruch charakterystyczny dla danego okresu historycznego (przełom wieków XIX i XX), który z pozycji rewolucyjnych wyewoluował w stronę reformizmu. Nic z tego – są to jedynie mity !
Arafata otruł Izrael
“Palestyńczycy nie są zdolni do tworzenia państwa” lub “nie ma z kim rozmawiać o pokoju” są obecnie dwoma najczęściej pojawiającymi się frazesami w oficjalnym dyskursie medialnym, którego jednym celem jest usprawiedliwienie polityki Izraela bądź skompromitowanie Palestyńczyków i ich starań.
Odnieść można wręcz wrażenie, iż pojawiające się argumenty dyżurnych komentatorów od niemal dwóch dekad pozostają niezmienne – wahaniom ulega co najwyżej nacisk na użycie poszczególnych frazesów.
Dla przykładu – jeszcze 2-3 lata temu w modzie było twierdzenie, że Izrael atakując Liban “bronił się przed zepchnięciem do morza“. Przekonanie to wyrosło wraz z odkryciem urojonego i “szatańskiego“ spisku J. Arafata przez Ehmuda Baraka podczas negocjacji w Camp David. Dumny premier ogłosił wtedy, iż (kłamliwi) Arabowie czyhają tylko na to by zniszczyć Izrael i “zepchnąć go do morza“.
Izrael to w końcu, wg. prawicowych publicystów, “willa otoczona dżunglą” - ostatnia przystań “wyższej cywilizacji judeo-chrześcijańskiej” broniącej nas przed zalewem “islamofaszyzmu“. Dlatego należy bezkrytycznie wspierać jego politykę ekspansji (a więc okupację Palestyny, represje, doprowadzenie do klęski humanitarnej i społecznej, mordy, etc.) , planów budowy “nowego Bliskiego Wschodu” oraz “walkę z terroryzmem“, wspieraną oczywiście przez USA.
O kryzysie demokracji słów kilka
Ostatnimi czasy stale słyszymy o postępującym bądź nadchodzącym kryzysie demokracji. Niemal jak jedna tuba wszystkie liberalne media trąbią o tym przy każdej nadarzającej się okazji. Z drugiej zaś strony ciągle słyszymy o dzielnej US Army, ostatniej ostoi wolności, niosącej tenże demokrację w Iraku czy Afganistanie.
Nie dyktaturze Balcerowicza !

Leszek Balcerowicz ma jedną wspólną cechę z Leninem – tak jak wódz Rewolucji Październikowej jest wiecznie żywy. Nawet zza politycznego grobu straszy On Polaków doradzając rządzącym jak “słusznie” postępować.
Co więcej nie znajduje odbicia w logice bo mimo postępującego kryzysu gospodarczego, Balcerowicz dalej “jak ten koń z klapkami na oczach, nie zmienia swojej mantry o dobrodziejstwach wolnego rynku” – słusznie zauważył Piotr Bojko w Trybunie Robotniczej.
Krucjata kapitalizmu
Od wielu już lat oficjalny dyskurs w jakiejkolwiek debacie politycznej na temat reżimów, terroru, autorytaryzmu sprowadza się do jednego: do stałego oskarżania “Państwa komunistycznego” poprzez pryzmat “Czarnej księgi komunizmu”. W konsekwencji powszechna jest opinia – że “tam gdzie wolny rynek, tam i wolność oraz demokracja” a doktryna Miltona Friedmana jest “powszechnie akceptowaną doktryną przez rządy na świecie”.
Stoję na stanowisku, iż jest to takie samo kłamstwo jak kłamstwem jest twierdzenie, że istniało “Państwo komunistyczne” (jakby komunizm nie odrzucał państwa?). Być może nawet, jest to największy sukces propagandowy zwolenników Friedmana oraz leseferyzmu ostatnich dwóch, może nawet trzech dekad.
Osetia…
Konflikt w Osetii nie daje mi spokoju. Nie tylko dlatego, że jest to kolejna okropna i brudna wojna na której pogrywają (czy rywalizują, jak kto woli) 2 główne mocarstwa; Rosja i USA (za pośrednictwem Gruzji) w walce o wpływy, prestiż, bogactwa. Giną na niej tysiące niewinnych ludzi (wg ostatnich doniesień już ponad 2 tys osób), zrównywane z ziemią są całe osiedla, miasta. Ludzie tracą domy i szanse na normalną egzystencję, jeżeli w ogóle nie na egzystencję.
Nie daje mi to również spokoju z prostego powodu – szopki i kampanii oszczerstw jaką uprawiają mainstreamowe media oraz nasze szanowne władze.
To co czynią, zaczyna już przechodzić najśmielsze ludzkie pojęcie. Najbardziej bolące w tym wszystkim jest stosowanie podwójnych standardów. Celowo, do granic obrzydzenia, podkreślane są “rosyjskie zbrodnie” (chociaż nie potwierdzone – doniesienia oparte są na jakże wiarygodnym źródle; MSW i MSZ Gruzji), podczas gdy pomijane są głosy Rosji, mówiące o czystkach etnicznych dokonywanych przez Gruzinów. Z resztą wydają się być one prawdopodobne.
Nikt nie słucha głosu Rosji, ale także zdrowego rozsądku. Gruzini (oczywiście nie w celu agresji, no skądże) ostrzeliwali stolicę Osetii Południowej wyrzutniami rakiet, przez cały czwartek – takie materiały opublikowało BBC. Wystrzelenie setek, niekierowanych, pocisków rakietowych na duże miasto musiało spowodować ogromne zniszczenia, panikę i śmierć setek ludzi.

Osetia
Konflikt w Osetii południowej sięgnął zenitu. Można już z całą pewnością mówić o regularnej wojnie – obie strony prowadzą wzajemny ostrzał, używają lotnictwa, wojsk pancernych, desantowych. Problem pojawia się jednak ocenie tego konfliktu.
Polska i generalnie świat zachodni stara się przedstawić Gruzję na pozycji ofiary. W rzeczywistości jest jednak na odwrót, to Gruzja jest agresorem. Oczywiście argument, że ofensywa rozpoczęła się przeciw “pospolitym bandytom” na integralnej części swojego kraju jest pewnym argumentem, który podniósł Pan Grzegorz Kuczyński, w TVN24.pl. Tylko gdzie był, gdy USA naruszała integralną część terytorialną Serbii ? Kiedy dokonywał się rozbiór tego państwa ?
Rosja pełni na tym obszarze mandat RB ONZ i jest zobligowana do podejmowania takich decyzji – taka jest różnica. W dodatku czyni to samo, co USA w Kosowie… skoro USA wolno, to dlaczego Rosji ma nie być ?
Panama
Panama od samego początku swego istnienia, była bardzo silnie związana z USA, zarówno pod względem politycznym jak i ekonomicznym, Uzależnienie to wzięło się z faktu, że USA chciało wybudować kanał łączący oba oceany, właśnie na terytorium Panamy. W zasadzie do wieku XX Panama pozostawała poza planami i aspiracjami wschodzącemu imperium, jednakże w planach pojawiła się chęć budowa kanału…
Tak więc, USA zainteresowało się niepodległościowymi dążeniami Panamczyków.
W owym czasie w Kolumbii trwała wojna domowa, pomiędzy konserwatywną władzą a liberałami, wtedy Stany Zjednoczone wkroczyły do boju, początkowo chroniąc jedynie linie kolejowe w Panamie, później rozbrajając wojska kolumbijskie na terenie Panamy aż w końcu zmusiły obie strony do zakończenia wojny i uznania niepodległości tego małego kraju przez rząd kolumbijski.


